wtorek, 1 października 2013

Przedszkole - miesiąc pierwszy

Hania dopiero od wrzesnia poszla do przedszkola. Juz nie miala wyboru ;)
Pierwszy tydzien - super, zachwycona, wstawala bez marudzenia, nie plakala, codziennie podspiewywala pod nosem nowe piosenki, a raz nawet dostalam ochrzan że za wczesnie przyszlam po nia. Potem juz coraz gorzej, zwlaszcza ze wstawaniem, ale tez chciala zeby ja odbierac wczesniej, a to nie bardzo mialo sens. No i w koncu katastrofa - po dwudniowej przerwie (byla tak zasmarkana, ze zostawilam ja na dwa dni w domu, zeby sie podleczyla) nie chciala wracac do przedszkola wcale, w ogole i nigdy. Zwykle konczylo sie na marudzeniu, ale raz rano na widok Pani zaczela ryczec jak 3-latek, bo "ona chce do maaaaamyyyyyyyy.....". Ostatnie 2 dni juz ponoc obyly sie bez placzu. Mam nadzieje, ze juz bedzie ok. Ale dopoki nie bedzie miala 38 stopni goraczki, powaznie zastanowie sie nad zostawieniem jej w domu :(

A samo przedszkole....
  1. Panie wychowawczynie fajne, przynajmniej na tyle na ile mozna ocenic po jednym miesiacu. Co ciekawe, mi i np. Babci, ktora czasem Hanie odbiera, bardziej przypadla do gustu Pani Jola (mam wrazenie ze bardziej przejmuje sie dziecmi, no i tez ma wiecej doswiadczenia), a Hania wlasnie woli druga wychowawczynie - Pania Eweline. Ciekawi mnie z czego to wynika, moze prowadzi ciekawsze zajecia?
  2. niestety, dzieci praktycznie nie wychodza na spacery :( Spacer raz na tydzien to jest maksimum. Co wydaje mi sie porażką,zwlaszcza ze pogoda jeszcze nie jest najgorsza. Moze dzieci, ktore chodza do przedszkola kolejny rok sa juz przyzwyczajone, ale dla Hani, ktora ostatnie miesiace spedzala glownie na placu zabaw, rowerze, spacerach itd. to jednak spory szok. A zanim wroce z pracy, jest juz chlodno i szybko robi sie ciemno, wiec w tygodniu wychodzi tylko na 10-minutowe spacery do przedszkola i z powrotem :(((
  3. no i te nieszczesne zajecia dodatkowe - porażka totalna i na calej linii. W maju mielismy pierwsze zebranie, na ktorym poinformowano nas, ze w przedszkolu sa dodatkowe nieobowiazkowe zajecia: angielski, rytmika, taniec towarzyski i taniec ludowy. Ucieszylam sie, bo Hania lubi tanczyc i dotychczas musialam jezdzic z nia na drugi koniec miasta, w moje jedyne w miare wolne popoludnie. Zreszta, teraz Hania chodzi spac ok. 20:00, wiec zajecia o 18:00 i tak nie wchodza juz w gre. Ale w miedzyczasie cichaczem, borem lasem, pani minister edukacji wprowadzila nowe rozporzadzenie (przyznam nie jestem pewna, ale chyba to rozporzadzenie, nie ustawa), ktore zabronilo od 01 wrzesnia dyrektorom przedszkoli panstwowych organizowac zajecia, ktore sa dodatkowo platne. W imię wyrownywania szans, szkoda ze jak zwykle w dol. O calej sytuacji chyba w osobnym poscie, tutaj tylko o efekcie: tzw. podstawa programowa realizowana jest do godz. 13:00. Potem wiele dzieci idzie do domu, a te ktore zostaja po prostu sie nudza, bo panie nie za bardzo maja jeszcze pomysl co z nimi zrobic, do tej pory ten czas zajmowaly zajecia dodatkowe. I mysle ze tu jest caly problem z niechecia Hani do chodzenia do przedszkola - ona moze isc, ale najlepiej zebysmy odebrali ja zaraz po obiedzie. Co jest jakby niemozliwe, bo - niespodzianka - pracujemy. I tutaj punkt 
  4. probuje zrozumiec, co robia inni rodzice (a przynajmniej wiekszosc) - kiedy przyprowadzam Hanie do przedszkola ok. 07:00, jest jedna z pierwszych dzieci w calym przedszkolu (nie w grupie, w przedszkolu!). Kiedy odbieramy ja ok. 15:00 - 15:30 - jest jednym z ostatnich dzieci w grupie. Z zalozenia miala zostawac w przedszkolu do 16:00, ale w tej sytuacji musielismy zmienic plany, bo nie chcemy zeby siedziala godzine sama z wychowawczynia :( Czy pozostali rodzice nie pracuja? Czy maja tak elastyczny czas pracy? Czy oprocz przedszkola oplacaja jeszcze opiekunke? Nie wiem, kurde, nie rozumiem.


1 komentarz:

  1. Ale fajna technika!

    Co do tych rodziców to chyba wszędzie tak jest. Jak I chodziła do prywatnego, były tam też dzieci rodziców, które nie pracowały. Ona zawsze przychodziła raczej na końcu, między 9-9.30. ale też wychodziła ostatnia, około 17.30. Wiem, że często dzieci były odbierane przez nianie i babcie. Teraz I. odbiera babcia, dość wcześnie około 15 i wtedy już są łączone grupy, bo zostało mało dzieci. Myślę, że dla niektórych rodziców publiczne przedszkole nie jest koniecznością, dodatkową opcją. Oczywiście w młodszych grupach, bo nasze już przecież są objęte obowiązkiem.

    OdpowiedzUsuń