Hanie dopadlo niestety chorobsko w postaci infekcji gardla (lekkiej) i zakazenia drog moczowych (i tu jest gorzej niestety, drogi moczowe to od urodzenia jej "pieta achillesowa" :((( W czwartek w nocy miala 38 stopni, i to juz wydawalo sie nam duzo, bo nigdy wczesniej nie miala goraczki (raz stan podgoraczkowy po szczepieniu, i tez dosc ciezko przez to przeszla). Ale wczoraj wieczorem/w nocy miala 40 stopni, i goraczka wracala kiedy tylko przestaly dzialac leki przeciwgoraczkowe. Meksyk. Niby wiem ze dzieci tak maja, ze jesli goraczkuja, to zwykle jest to wysoka goraczka, ale strach mnie momentami paralizowal. Do tego tesciowa pompowala histerie, dzwonila na zmiane to na jedna, to na druga komorke (w kocu przestalam odbierac telefon) ze mamy jechac z nia na pogotowie, ze musi dostac natychmiast antybiotyk - no ogolnie masakra. Wiedzialam ze bez wynikow badania moczu nie ma mowy o antybiotyku (zaden zdrowy na umysle lekarz nie przepisze 2-letniemu dziecku antybiotyku, nie wiedzac czy faktycznie jest jakies zakazenie, sama infekcja gardla nie wygladala wg pediatry na tyle zle, zeby dawac antybiotyk; zreszta sama bym sie na to nie zgodzila). A wyniki badania moczu mielismy miec dopiero w sobote rano. I niby bylam przekonana, ze dobrze robimy, ze zbijanie temperatury i pilnowanie zeby Hania duzo pila to na tym etapie wszystko co mozemy zrobic (i nie przegrzewanie jej!), ale jednak iskierka histerii gdzies tam sie wcisnela i zastanawialam sie czy nie jechac faktycznie na pogotowie. Na szczescie Slawek mnie usadzil na miejscu, przetrzymalismy jakos noc (nie zebym pospala...), no a rano faktycznie okazalo sie ze jest zapalenie drog moczowych i bez antybiotyku ani rusz. Szkoda, to juz kolejna kuracja antybiotykowa w jej niespela dwuletnim zyciu, ale coz robic, przeciez nie zostawimy jej na pastwe bakterii. Poki co (jest 20:00) temperatura niecale 39 stopni, juz lekko spadla po ibuprofanolu, mam nadzieje ze nie bedzie juz powtorki z 40 stopni...
W ciagu tych dwoch dni nasza apteczka wzbogacila sie o kilka kolejnych syropkow, czopkow, zawiesin itp. Jakies 150 zl poszlo na wsparcie polskich aptek. Troche przerazajace. Zwlaszcza ze generalnie Hania na wszystko reaguje "nie ciem!". Lacidobaby czy cos tam w ogole nie ruszyla. Syropu na gardlo tez nie. Chwala Bogu ze antybiotyk i syropy przeciwgoraczkowe poki co pije...

choroby to chyba najtrudniejsza strona macierzynstwa:(..zycze by predko wszystko wrocilo do normy:)
OdpowiedzUsuńo biedactwo! mam nadzieję, że już wyzdrowiała Hanusia :) a dla rodzica to chyba najgorsze chwile kiedy dziecko choruje i niewiadomo jakie podjąć decyzje :( pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziekuje dziewczyny:)
OdpowiedzUsuńGoraczki juz nie ma, czy zakazenie juz wyleczone bedziemy wiedziec dopiero w przyszlym tygodniu, po badaniach moczu, ale przypuszczam ze tak, po anybiotykach bakterie raczej nie maja szans... Teraz czas na rekonwalescencje, na szczescie co dzien jest lepiej, jednak wciaz jest marudna, spiaca i ... ciuchy na niej wisza.