Ogólnie wakacje raczej udane, pogoda - jak na koniec sierpnia - w porządku, tzn. przejściowe deszcze się zdarzały, ale szybko na niebo wracało słońce i nadrabiało straty. Zrobiliśmy sobie znowu wycieczkę na Hel, gdzie oprócz rejsu statkiem po zatoce i spacerze nową "promenadą" po cyplu (tu akurat mam mieszane uczucia; przed zbudowaniem tego czegoś, plaża na cyplu była naprawdę wyjątkowa, teraz ... teraz spaceruje się po pomoście jak w muzeum :( ), wyszliśmy jeszcze na latarnię. Tylko do fokarium nie zdążyliśmy, ale przypomnieliśmy sobie o tym dopiero w drodze powrotnej do Jastarni... Szkoda trochę, bo przez dwa lata pewnie się trochę zmieniło, ale już nie chciało się nam wracać. Kolejna wycieczka, tym razem piesza plażą, do Juraty i z powrotem, też bardzo fajna. No i tradycyjnie w ostatnim dniu wypożyczyliśmy rowery (Hania swój przywiozła, bo nie byliśmy pewni czy znajdziemy 16`` w wypożyczalni) i pojechaliśmy piękną trasą rowerową w kierunku Władysławowa. Do Władka nie dotarliśmy, zawróciliśmy kawałek za Chałupami (czyli i tak o kilka kilometrów dalej niż dwa lata temu, kiedy Hania jeszcze w foteliku jechała). Ale w sumie wydaje mi się, że jak na 16-calowe kółeczka, wycieczka ok. 25 km to sporo. My mieliśmy rowery 28`` z kilkoma biegami, więc nawet nie czuliśmy zmęczenia, ale biedna Hania napedałowała się na tym swoim rowerku... I o ile w czasie drogi jakoś specjalnie nie narzekała (często się zatrzymywaliśmy na chwilę), to po powrocie stwierdziła, że za długa wycieczka była. A ja czuję niedosyt, bo chciałabym kiedyś "zrobić" tę trasę do końca, ale może spróbujemy kiedy Hania będzie jeździła na co najmniej 21`` rowerze.
Kiedy pytaliśmy Małą, czy podobały jej się wakacje, kiwała z entuzjazmem głową, ale na pytanie, co było najfajniejsze, odpowiedziała.... lemurek. Czyli maskotka, którą "upatrzyła" sobie na jakims straganie już w pierwszym dniu. Yyyy... i nie bardzo wiem co o tym myśleć. Z ulgą muszę odnotować, że na pytanie co jej się najmniej podobało na wakacjach nie odpowiedziała np. "wycieczka rowerowa", tylko "że musieliśmy cały dzień spędzić w samochodzie żeby dotrzeć nad morze". No, jakieś 10 godzin w zasadzie, ale dla niej to prawie jak cały dzień.
A, i jeszcze o jednej śmiesznej rzeczy muszę napisać. Pewnej nocy obudziło mnie najpierw głośne "łuuuup" a potem usłyszałam jak Sławek zrywa się i gdzieś biegnie. Dość szybko oprzytomniałam, patrzę, a tu Hania siedzi na podłodze obok swojego łóżka i wpatruje się w zasłony. Sławek zabrał ją do naszego łóżka, gdzie momentalnie zasnęła. Rano zapytałam czy w ogóle coś pamięta. Tak - powiedziała - zdziwiłam się, dlaczego siedzę na podłodze i gapię się na zasłony... Swoją drogą, w domu śpi wciąż w łóżku z barierką (po przeprowadzce trzy lata temu jeden czy dwa dni spała bez barierek, ale spadała z łóżka, musieliśmy domontować z powrotem te nieszczęsne barierki). W przyszłym roku chcemy jej przemeblować pokój, m.in. kupić nowe łóżko, ale zdaje się, że barierki wokół łóżka będą stałym wyposażeniem jej pokoju...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz