Dzisiaj tekst dla mnie, przeczytam go sobie za 10 lat i zobaczę czy miałam rację...
Mam znajomą (wow). Znajoma ma syna. 15-letniego. Syn jest [edit] niegrzeczny jest, o. Tak to ujmijmy uroczo. Uważam, że potencjalnie jest niebezpieczny dla otoczenia i np. dziecka (ani swojego, ani cudzego) bym z nim samego ani na chwilę nie zostawiła. Dlatego też nie dziwi mnie, że znajoma często się na niego wydziera. Z nim się nie da normalnie rozmawiać. Gość potrafi do niej rzucić teksty typu "zamknij się", "odp...dol się" itd. Być może podnosi też na nią rękę. Pewna nie jestem, ale myślę, że jeśli nie dzisiaj, to prędzej czy później do tego dojdzie. Niedawno słyszałam u nich potężną awanturę, taką naprawdę gigantyczną, kilkakrotnie głośniejszą i bardziej dramatyczną niż wszystkie dotychczas słyszane. Pomyślałam tylko "Ja pierniczę, co też ten kretyn musiał zrobić że L. aż tak się wkurzyła. Psa wyrzucił przez okno? Próbował kogoś udusić? On jest do wszystkiego zdolny...". Tak się złożyło, że na drugi dzień spotkałyśmy się z rzeczoną znajomą. Co się okazało? Czym syn doprowadził ją do szewskiej pasji i rozstroju nerwowego?... Wypalił z kolegami papierosa.
I w tym momencie opadło mi wszystko. Kobieta akceptuje rzucane przez syna wyzwiska i traktowanie jej jak psa, ale awanturę robi mu o papierosa. OK, nie mam żadnego doświadczenia w wychowywaniu nastolatków, być może kiedy Hania będzie miała 15 lat, będę na to inaczej patrzyła, ale z mojego obecnego punktu widzenia, pieprzony papieros to betka, znacznie większym przewinieniem jest dla mnie np. wyzywania rodziców czy traktowanie kolegów w szkole.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz