Po 5-dniowym pobycie w szpitalu wyszlam na przepustke. Hania byla u rodzicow, Slawek najpierw przywiozl mnie do domu a potem pojechal po nia, mowiac jej ze w domu czeka na nia niespodzianka. Hania oczywiscie kurcgalopkiem wyrwala po schodach, wpadla do mieszkania.... A i owszem, ucieszyla sie na moj widok: sciskala mnie, potem szla sie rozebrac, w polowie drogi jednak stwierdzala ze znowu musi sie przytulic, potem znowu szla sciagnac kurtke ale znowu w polowie drogi stwierdzala ze jeszcze jeden hug... i tak przez 10 minut. Jednak po kolejnych 15 minutach zapytala gdzie jej niespodzianka. Slawek probowal wytlumaczyc, ze to ja jestem ta niespodzianka, ale do Hani nie trafialo za bardzo - okazalo sie (czego prawde mowiac wczesniej nie zauwazylismy) ze dla niej niespodzianka = jajko-niespodzianka.... I troche byla sfrustrowana brakiem tegoz jajka. No coz, przegralam z czekolada :(
Ogolnie rzecz biorac, spadlam na odlegla pozycje w rankingu - ostatnio stwierdzila, ze nie lubi Mamy, bo ciagle jest chora. Nie moge jej podnosic, mysle ze glownie to jest problemem, bo ani na rece jej nie wezme, ani na WC nie posadze (mimo stopki z Ikei jeszcze kilka centymetrow jej brakuje zeby samodzielnie korzystac z ubikacji), ani nie wykapie... A to dopiero 3 tygodnie, jeszcze takie 2 miesiace przed nami. Prosze jak to latwo stracic w oczach malucha.... No coz, jak to starzy gorale mawiaja "Łaska pańska na pstrym koniu jezdzi..." ;)

Mam nadzieję, że teraz już będzie lepiej i szybko wrócisz do formy i łask Hani :) Dużo zdrowia życzę i pozdrawiam
OdpowiedzUsuńdzieki, juz sie nie moge doczekac normalnosci :)
OdpowiedzUsuń