czwartek, 18 listopada 2010

bilans dwulatka

Bylysmy dzisiaj na bilansie dwulatka. "Nasza" pediatra przechodzi za kilka dni do innej przychodni, a chcialam zrobic ten bilans jeszcze z nia, bo zna Hanie do urodzenia.

Hania ma juz 91 cm wrostu i wazy ok. 13,4 kg. Czyli 90 centyl zarowno jesli chodzi o wage, jak i wzrost. (uffff.... poki co w slady mamusi nie idzie.... ). Nie ma zeza, dobrze slyszy, prawidlowo chodzi, ma zdrowe zeby (brakuje tylko "piatek"), ma rowne nogi (?), ogolnie "rozwoj psychoruchowy odpowiedni do wieku". Inaczej mowiac - jak to pani doktor ujela - fajna jest :D

Przez cale badanie byla skupiona i spokojna, lekarka chyba nie do konca wierzyla w moje zapewnienia ze Mala mowi, i to dosc sporo. Ale wystarczylo ze ja ubralam i puscilam luzem na chwile, zaraz sie zaczelo "A to co?", "A tam?", "Misia daj, mamusia!". Itd.

Na korytarzu, kiedy sie ubieralysmy, zaczela cos mowic o konikach. W pierwszym momencie nie dotarlo do mnie o co chodzi, dopoki nie spojrzalam na barierke oddzielajaca schody od korytarza - byla zabudowana drewniana boazeria, podobne plotki sa w stajni u cioci, gdzie Hania dosc czesto chodzi ogladac konie. Haha, sama bym nawet nie wpadla ze sa podobne (znaczy barierka i plotki ze stajni), ale faktycznie sa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz