Trzecia rodzinna wycieczka rowerowa (w sensie kazdy na swoim rowerze) za nami, podsumowanie:
- dwa upadki Hani, po pierwszym po prostu wstala, otrzepala sie i pojechala dalej, z drugim juz bylo gorzej, poobijala sobie kolano i uderzyla kierownica w okolice obojczyka; po obmyciu w rzece i wyglaskaniu pojechala dalej
- jedna kolizja ze mną (no wjechalam w biedne dziecko, bo zahamowala mi tuz pod kolem mojego rowera :((
- ca 8 km
- Haniowy rowerek juz nie jest sliczny i niepoobijany ;)
Nastepnym razem trzeba jednak albo krotsza trase zrobic albo tak zaplanowac zeby mozna bylo odpoczac dluzej nad rzeka czy na lodach. Dla nas 8 km to pestka, nawet nie zdazymy sie zmeczyc. Ale Hania nie ma przerzutek no i musi sie napedalowac na tych swoich 16" koleczkach... Poza tym jednak lesna kamienista i blotnista droga tez dala jej w kosc, chyba w tym roku trzeba zostac przy asfaltowych i szutrowych drogach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz