Rzecz miala miejsce po wizycie Hani z Tata u babci. Tej z malej litery. Hania siedzi z lekka zafrasowana, w koncu mowi z widocznym na twarzy napieciem:
- Wiesz, a ja mam robaki...
- Co masz????
- Robaki
- Gdzie masz te robaki??
- W brzuszku..
- Kto Ci tak powiedzial?
- Babcia
Na szczescie kilka godzin wczesniej bylysmy na kontroli u pediatry (Hania zlapala ostatnio w ciagu dwoch miesiecy dwa razy wirusowe zapalenie gardla / ucha :( Przypomnialam wiec, ze wg pani doktor Hania jest juz zdrowa i moze isc do przedszkola, nic o robakach nie wspominala. A od stawiania diagnoz i leczenia mamy pania doktor, a nie babcie.
Hania pomyslala, i w koncu mowi juz spokojnie:
- To nie mam robakow?
- Nie! A jak babcia Ci jeszcze raz powie ze masz robaki, powiedz zeby sama lepiej sie przebadala...
I w nosie mam ze moja odpowiedz jest nieedukacyjna, jak mozna jasna cholera malemu dziecku, z wybujala wyobraznia (jak pewnie wieszkosc dzieci) pieprzyc ze ma robaki? A skad taka diagnoza? Bo wg babci Hania jest za chuda. Wiec albo jej nie karmimy, albo robaki. A skad pomysl ze jest za chuda? Tego to juz niestety nie wiem... Co tam siatki centylowe, babcia wie lepiej

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz