Kończy się pierwszy semestr Hani w szkolnej ławce. Co prawda często powtarza, że nie lubi chodzić do szkoły, ale chyba bardziej chodzi o sam przymus, i konieczność wczesnego wstawania rano.
Na zebraniu w ostatnim tygodniu stycznia otrzymaliśmy od wychowawczyni oceny półroczne dzieci (opisowe). W zasadzie wynika z nich, że Hania jest takim "średniaczkiem", tzn. nie jest w niczym wyjątkowo dobra, ale też w niczym się nie "ogoni". Nieco się więc zdziwiłam, kiedy okazało się, że na apelu podsumowującym półrocze została wywołana jako jedna z najlepszych uczennic. Chyba oceny opisowe nieco zamazują obraz.
I jeszcze a propos oceny. Przez dwa lata (tzn. w przedszkolu i w "zerówce") w ocenach opisowych czytałam, że Hania ma bogate słownictwo i używa zdań złożonych. I w zasadzie takie mam też odczucie kiedy jej słucham. A wychowawczyni z I klasy uważa, że Hanka ma przeciętny zasób słownictwa i używa zdań prostych. Nie wiem, czy się cofnęła w rozwoju (ale to chyba bym zauważyła?) czy po prostu w szkole mało się odzywa. Faktycznie, w ocenie jest informacja o małej aktywności na lekcjach, może tutaj jest "pies pogrzebany".
Mam taki plan, żeby nie wymagać od Hanki piątek, szóstek i czerwonych pasków. Zapewne miło jest móc pochwalić się wzorowym świadectwem dziecka, ale... sama byłam uczniem "paskowym" i wiem, że poza ładnym świadectwem, dobre oceny same w sobie nic nie znaczą. Ważniejsze są szerokie horyzonty, zaangażowanie w jakieś hobby - i odwaga, żeby spróbować czegoś nowego.U mnie tego zabrakło, i chciałabym żeby moich błędów nie powtarzała. Mam nadzieję, że nawet gadanie babci, która wiecznie porównuje obydwie wnuczki, nie złamie mojego planu ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz