poniedziałek, 4 stycznia 2016
Ospa
No to ospa (prawie) za nami. Nie szczepiłam Hani na ospę, więc kiedy w przedszkolu była epidemia, a H. jakoś się "uchowała", trochę mnie to zaskoczyło. Teraz (w szkole) od kilku tygodni po kolei na ospę chorowały dzieci z jej klasy, w końcu i ją dopadło. Co ciekawe, najpierw chorowali tylko chłopcy. Hania była pierwszą z dziewczynek "z kropeczkami" ;)
W zasadzie dobrze zniosła chorobę, jedynie krosty (przede wszystkim na plecach, trochę na brzuchu i pojedyncze kropeczki na innych częścia chciała) i stan podgorączkowy przez
2 dni. Podobno bywa znacznie gorzej. I nawet zaległości w szkole nie ma, bo akurat trafiła na okres przerwy świąteczno-noworocznej. Straciła niestety wigilie - klasową (na której było 7 dzieci z 22-osobowej klasy, reszta chora :( )i w drużynie Zuchów. Szkoda. Na pamiątkę wrzucam zdjęcie Haniowych plecków chyba w najgorszym dniu ospy. Choć kiedyś czytałam, że u dorosłych ludzi ich zdjęcia z ospowymi krostkami powodują przypływ agresji... jakby co, cichaczem usunę zdjęcie :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz