Kiedyś Hania poprosiła mnie, żebym na dobranoc opowiedziała jej bajkę, zamiast czytać.
OK, coś wymyślę. A jako że chwilę temu dyskutowałyśmy na temat kolejnej zabawki, którą zobaczyła w reklamie, a bez której absolutnie nie wyobraża sobie życia, postanowiłam wpleść w opowieść jakiś morał w temacie "ja bym chciała wszystko mieć".
Wymyśliłam więc bajkę o smutnej księżniczce, która dostawała kolejne nowe zabawki zanim jeszcze zaczęła o nich marzyć, a mimo to ciągle była smutna, znudzona i nie miała się czym bawić. I o dziewczynce, która mieszkała w biednej rodzinie, zabawki otrzymywała tylko kilka razy w roku, ale za to były to zabawki wymarzone i wyczekane. I ta otóż biedna dziewczynka była zawsze szczęśliwa kiedy dostała coś nowego i długo i chętnie bawiła się kolejnym prezentem. I morał generalnie był taki, że nie chodzi o to, żeby mieć wszystko, bo wtedy człowiek nie ma o czym marzyć i nie potrafi się cieszyć tym co ma. A marzenia i oczekiwanie są potrzebne. Czy jakoś tak.
Hania pokiwała głową po czym pyta:
- Mama, a dlaczego ja nie mam żadnej Barbie z ogonem? (chyba chodzi o syrenę)
Porażka. Kompletna. Zacznę jej na dobranoc czytać katalog Mattel :(

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz