Dzisiaj wspominki. Jakos nie bylo czasu napisac o tym w sierpniu, a mysle ze warto odnotowac. Do rzeczy wiec...
W pewien sierpniowy weekend Hania nagle dostala wielkich czerwonych rumiencow. Jakos od razu zalozylismy ze to alergia, ale na co? Jedyny lek jaki zazywala wtenczas to ... przeciwalergiczny Zyrtec. Od kilku miesiecy Mala miala problemy z nawracajacym kaszlem, bez zadnych innych objawow, i pediatra chciala sprawdzic czy to nie ma podloza alergicznego. W ulotce faktycznie jak byk stalo, ze mozna byc uczulonym ma skladniki Zyrtecu i zareagowac np. czerwona wysypka. No wiec doszlismy do wniosku, ze to wlasnie reakcja na Zyrtec.
Pech chcial, ze w tenze uroczy weekend udalismy sie na obiad do babci, ktora oprocz roznych innych przymiotow, cierpi na przesadny strach przed wszelkimi zarazkami, bakteriami itd. U babci byla takze druga wnuczka, ktora babcia najchetniej zamknelaby w szklanej wiezy, zeby przypadkiem jakas zablakana bakteria sie nie wdarla.
Na szczescie wnuczka zamknac sie nie daje ;D
Wracajac od babci, pojechalismy jeszcze do apteki, zeby nabyc wapno (ponoc dziala przeciwalergicznie). Po rozmowie z farmaceutka, ktora wyoslila mi, ze alergiczna wysypka to krosty i nierownosci, a nie gladki rumieniec i lepiej by bylo zeby dziecko obejrzal lekarz, troche zwatpilam.
W poniedzialek wczesnym rankiem Hania poszla z Babcia do lekarza. Najpierw Babcia, a potem recepcjonistka z przychodni doszly do wniosku ze to wyglada na cos zakaznego (na co ani my, ani babcia - pielegniarka, dodajmy), nie wpadlismy. Hania wyladowala natychmiast w izolatce, a pediatra nawet specjalnie nie musiala jej ogladac, od razu stwierdzila ze to rumien zakazny.
I teraz najweselsza czesc historii: pierwsza reakcja zarowno moja, jak i Slawka brzmiala: "O k...a, tesciowa/mama nas zabije!". A ja dodatkowo sugerowalam, zeby przed kolejna wizyta u babci trzymal w zebach aktualne badania Hani - morfologia, mocz, kal... :D :D :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz