Dzisiaj Hania "zaliczyla" druga wizyte u fryzjera. Pierwszy raz musielismy jej przystrzyc wlosy w lutym, kiedy miala ca 15 miesiecy i grzywa zachodzila jej na oczy. Teraz sytuacja sie powtorzyla - grzywka zaslaniala widocznosc, a Hania nie toleruje spinek we wlosach, wiec nie bylo wyjscia. Choc szkoda troche, bo sliczne loczki juz miala.
Poszlismy do tej samej fryzjerki co poprzednio, bo jest cierpliwa i delikatna. Niestety, znow nie obylo sie bez lez :((( Dziwne to troche, bo zwykle Hania placzaca = Hania glosna. A u fryzjera (to samo bylo poprzednim razem) byla glownie podkowka i lzy kapiace po cichu z oczu. Dopiero potem na chwile zaczela sie glosno zanosic placzem. Strasznie smutny to widok, taki maly krasnal z zalzawionymi oczami i podkowka z ust. Chodzi za mna ten widok caly dzien :(((( Choc Hania szybko zapomniala, jak tylko zajelismy ja butelkami z lakierem i innymi specyfikami, zaczela sie nawet usmiechac i cos tam opowiadac.
Nauczka na przyszlosc - trzeba ja najpierw z nowym miejscem oswoic, pokazac jakies kolorowe buteleczki, ksiazeczki itp. a dopiero potem brac sie za strzyzenie. Tyle ze do tej pory moze sie rozlobuzowac, i bedzie kicha nie strzyzenie ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz